UK przed rozpoczęciem studiów. Doświadczenie Sylwii.

Wyjazd do Anglii przed rozpoczęciem studiów. Doświadczenie Sylwii.

Każdy kandydat na studia w Wielkiej Brytanii zastanawia się, jak i kiedy zrobić ważny krok przeprowadzki do UK i najważniejsze, czego się spodziewać. Nie ma lepszego sposobu na odpowiedzenie na to pytanie, niż przedstawienie doświadczeń osób, które już to zrobiły. Poniżej możecie przeczytać, pisane własnymi słowami doświadczenie Sylwii, która niebawem rozpocznie studia artystyczne na Falmouth University. Więcej doświadczeń opublikujemy niebawem, w między czasie możecie przeczytać niektóre z nich na naszej grupie Studia w UK ze Smart Prospects na Facebook’u. Zapraszamy!

Aby zobaczyć treść tego artykułu, musisz być zalogowany. Zaloguj się klikając tutaj. Jeśli nie masz jeszcze konta na naszej stronie, możesz je założyć klikając tutaj. Pamiętaj, że możesz z nami aplikować na wszystkie uczelnie w Wielkiej Brytanii, a nasza pomoc jest całkowicie bezpłatna.

Wierzę, że studiowanie poza granicami naszego kraju daje wiele możliwości rozwoju i otwiera drogę do dalszej kariery. Prawdopodobnie po kilku latach będę mogła stwierdzić, czy była to faktycznie jedna z lepszych decyzji dotycząca toru mojego rozwoju. Tymczasem już jestem w stanie potwierdzić, że emigracja kilka miesięcy przed rozpoczęciem semestru jest dobrym posunięciem, które pomoże wdrożyć się w tutejsze obyczaje i nabrać pewności siebie w nowym otoczeniu.

Wyjazd do Wielkiej Brytanii bezsprzecznie można określić mianem wielkiego przeżycia. Wszystko jest nowe, inne i nieznane, ale zdecydowanie nie należy się tego obawiać. ‘Przygoda’ ma wydźwięk pozytywny i z takim właśnie nastawieniem należy do całego przedsięwzięcia podejść. Moja już się rozpoczęła i chętnie podzielę się z Wami, jak to wszystko wygląda z mojej perspektywy.

Zacznę od tego, że miałam ogromne szczęście jeśli chodzi o miejsce, w którym mogłabym się zaczepić. Moi polscy sąsiedzi mieszkają jedna nogą w Anglii (właściwie pani Ola, która pracuje na uczelni) i chętnie zaproponowali pomoc. Wylądowałam w Wolverhampton niedaleko Birmingham, ze wsparciem i wieloma radami od tych wspaniałych ludzi. Zatem jeżeli chodzi o znalezienie mieszkania na miejscu – niestety nie jestem w stanie niczego doradzić, ale za to opowiem Wam o innych aspektach.

Jak można się tego spodziewać, zaczęłam od zbadania terenu. Pan Krzyś okazał się świetnym przewodnikiem i szybko dowiedziałam się, co mogę gdzie załatwić. Póki jeszcze na miejscu byli moi mentorzy – pomogli mi  stworzyć CV. Założyłam konto w Lloyds, był to jedyny bank, który do założenia podstawowego konta nie wymagał żadnych dokumentów oprócz paszportu/ID. Bez żadnych problemów, wszystko zostało mi dokładnie wytłumaczone. Konto w późniejszym terminie można oczywiście zmienić na studenckie.

Kolejną sprawą było oczywiście znalezienie pracy. CV zostawiałam osobiście, sporo także rozesłałam online i czekałam. W międzyczasie umówiłam się na spotkanie w sprawie NINu (National Insurance Number – niezbędny aby podjąć tu pracę) w Birmingham. Termin dostałam bardzo szybko, po dwóch dniach aplikacja została przyjęta i mniej więcej po kolejnych 2 tygodniach listownie otrzymałam numer. Jeżeli chodzi o załatwianie formalności, nie ma się czego bać, wszyscy są tutaj bardzo mili i pomocni.

Sąsiedzi wyjechali po dwóch dniach, a ja zostałam sama, zdana na siebie, gotowa aby podbijać świat (no może najpierw Wolverhampton). Bez ogródek powiem, że początek jest trudny. W sytuacji, kiedy znalazłam się całkiem sama, z jednej strony czułam wolność i niezależność, a z drugiej – jeszcze nikogo nie znałam i doskwierała mi zwyczajna samotność. Codziennie szukałam sobie jakiegoś zajęcia i nadawałam sobie pewien rytm, żeby nie zwariować z braku obowiązków. Wieści z pracy wciąż nie było i zaczynałam czuć pewne obawy, pojawiało się bardzo dużo wątpliwości. Jednak wciąż byłam pozytywnej myśli, nie dałam czarnym scenariuszom za wygraną.

Po niedługim czasie zostałam zaproszona na rozmowę kwalifikacyjną do jednej z sieciowych restauracji, a zaraz potem do miejscowej siłowni. Poszłam na obydwie rozmowy, dostałam ofertę pracy w KFC przy minimalnym godzinowym wynagrodzeniu. Rozmowa na siłowni trochę mnie przeraziła, zostałam zaproszona na ‘trial day’, ale nie poszłam. Może wydawać się dziwnym, ze przyjęłam ofertę pracy w gastronomi, ale jednak nie byłam do końca przekonana, czy miałabym szansę dostać pracę w tej siłowni, a nie chciałam stracić pewnej oferty.

Jestem już na Wyspie miesiąc, udało mi się znaleźć pracę, załatwić wszelkie formalności i powoli przyzwyczajam się do ludzi, klimatu, nowego miejsca, a także i do języka, który jest przecież zupełnie inny niż na lekcjach angielskiego.

Tak jak już wspomniałam, początek jest dość trudny, a klimatyzacja zajmuje trochę czasu, dlatego zachęcam wszystkich, którzy mają taką możliwość, żeby przyjechali tutaj wcześniej. Swojego rodzaju kryzys i zwyczajne przystosowanie się do otoczenia lepiej przeżyć przed studiami i wdrożyć się w inną sytuację życiową, zanim pojawią się dodatkowe obowiązki związane z uczelnią.

Jeżeli podjęliście decyzję studiowania  w UK musicie być odważni i zdeterminowani, także potwierdzam, nie ma się czego bać. Wsiadajcie do samolotu z uśmiechem na twarzy i dobrym nastawieniem, bo to nasz czas, nasza szansa, bardzo duża przygoda, dlatego cieszmy się i działajmy – świat należy do nas. Ja teraz z niecierpliwością czekam na rozpoczęcie roku akademickiego!


Inne, przydatne artykuły

Odkryj uniwersytety w Wielkiej Brytanii

Uniwersytety w Anglii

Uniwersytety w Londynie