Przygoda Karoliny z kursem językowym przed studiami na topowej brytyjskiej uczelni

Karolina

Karolina

Lancaster University
Marketing with Psychology BSc

Moja przygoda z zagranicznymi studiami rozpoczęła się niewiele przed świętami Bożego Narodzenia 2016 roku. Wybór szybko padł na Lancaster University. Niewiele później otrzymałam ofertę dotyczącą m.in trzech rozszerzeń i 80% z matury overall. Na tym też się skupiłam, a egzamin językowy postanowiłam zdać w w ostatnim możliwym terminie. Przygotowania do niego całkowicie zbagatelizowałam stwierdzając, że będzie jeszcze na to czas, a skoro język angielski i tak zdaję na poziomie rozszerzonym to materiał do IELTS jakoś sam się nauczy. O bezmyślności tego założenia miałam się przekonać niecały miesiąc póżniej, kiedy z rosnącym przerażeniem dowiedziałam się, że do wymaganego wyniku zabrakło mi 1/8 punktu.

Problem z egzaminem językowym

Mój strach rósł w miarę kolejnych prób rozwiązania problemu. Sprawdzałam dostępne terminy IELTSA najpierw w moim mieście, potem w reszcie Polski a na końcu nawet w Niemczech. Po tysiącach desperackich wiadomości mailowych i innych próbach kontaktu, dodzwoniłam się do sekretariatu Lancaster University, gdzie sympatyczna kobieta (którą wtedy określałam wieloma epitetami, ale nie sympatyczną 😉 ) poinformowała mnie, że zarówno przesunięcie ostatecznego terminu wyników IELTS (tak żebym mogła go jeszcze poprawić) jak i nagięcie zasad i dopuszczenie mnie do studiowania mimo niższego wyniku, jest niemożliwe. Jako alternatywę zaproponowano mi foundation year albo 3 tygodniowy kurs językowy we wrzesniu. W tym czasie napisałam też do ekipy Smart Prospects, która wspierała mnie, jak mogła od początku aplikacji, aż do teraz. Niestety jedynym pozostałym rozwiązaniem wydawał się clearing. Biorąc pod uwagę rok ostrego przygotowywania do matury, żadna z tych opcji nie wydawała się kusząca. Rok zerowy i wybór innej uczelni były dla mnie synonimami kompletnego zmarnowania tego całego czasu nauki. Zdecydowałam się więc na EAP ( English for Academic Purposes) course. Kurs kosztował 1350 funtów i był bolesną dla mojego portfela nauczką pt. „za głupotę się płaci”. Obejmował 3 tygodniowe przygotowanie przed rozpoczęciem roku uniwersyteckiego i był prowadzony na terenie kampusu. Każdy uczestnik miał przydzielony pokój w akademiku (za kolejne 100 funtów tygodniowo). Nie było żadnego egzaminu ani ocen. Sama obecność na lekcjach i oddawanie prac w terminie gwarantowały pomyślne ukończenie- tym samym rozpoczęcie studiów w październiku wraz z resztą studentów.

Pierwsze wrażenia i pierwsza noc

Sam przyjazd do Lancaster trochę mnie zszokował. Spodziewałam się mieszanki ludzi z całego świata, jednak już pierwszego dnia rzucała się w oczy ogromna większość ludzi z  Chin, Korei i Shang Hai’u. Z perspektywy czasu wiem, że na kursie było 270 osób z czego szacując ok 20 pochodziło z Europy. Po przyjeździe dostałam klucze do pokoju i plik z informacjami na temat kursu (podręcznik, ćwiczenia, plan zajęć, spis tutorów, mapy akademika itd.). Przyjechałam w niedzielne popołudnie, dlatego większość sklepów była już pozamykana. Jako, że wcześniej nie wiedziałam o braku przyborów kuchennych ani pościeli, pierwsza noc była typowo „studencka”. W przywiezione poszewki włożyłam zasłony z okien, papierowy kubek na herbatę wyżebrałam ze sklepiku (24/dobę) z automatem z kawą, a za przelotkę, która okazała się za mała, rzeźbiłam nożyczkami.

Kilka słów o kursie

W poniedziałek rano rozlokowano nas w 10 osobowych grupach. W mojej byłam ja i 9 Chińczyków. Nie był to specjalnie komfortowy przydział, bo wszystkie rozmowy pozalekcyjne „prowadziliśmy” po chińsku. Tak podzieleni mieliśmy zajęcia ok 3-4 godzin dziennie, 5 dni w tygodniu. Nasze zajęcia prowadził starszy emerytowany pan pochodzący z Anglii (który w czasie roku mieszka na safari w Afryce!). Kurs opierał się na codziennym przerabianiu materiałów (w różnych formach – listening, writing, speaking) na podstawie których każdy miał napisać esej. Prac było 3 (po 1 na każdy tydzień) i głównie pisaliśmy je w weekendy. Oprócz tego mieliśmy w parach przygotować dwie 15-minutowe prezentacje multimedialne na wybrany temat.  System ten był o tyle wygodny, że praktycznie całe przygotowania do eseju przerabialismy na lekcjach, a z wkładu własnego pozostało tylko weekendowe napisanie eseju (na ok 800 słów- czyli przynajmniej połowa z tego co piszemy teraz w czasie roku szkolnego). W tygodniu każdemu przysługiwało 30 min indywidualnego omawiania pracy ze swoim tutorem. W tym czasie nauczyciel pokazywał dokładnie nasze błędy i sposoby na ich poprawę. Dodatkowo w każdy weekend organizowane były bezpłatne wycieczki do parku narodowego, większego centrum handlowego i zabytkowego miasta z okolicy. Mógł jechać każdy kto chciał i był w stanie znaleźć czas na naukę i przyjemności. Co tydzień organizowano wykład dla wszystkich uczestników, na którym prowadzący omawiał anonimowe zażalenia, prośby, pytania.  Mieliśmy też wykłady z przydatnymi informacjami typu: jak i gdzie założyć konto bankowe, jak zmienić kierunek studiów, co oferują poszczególne działalności na kampusie.

Ostatecznie…

Kurs skończyłam bez problemu. Nie nauczyłam się perfekcyjnie języka angielskiego, ale znacząco poprawiłam swoją umiejętność pisania esejów akademickich. Z Chińczykami z grupy ani akademika się nie zaprzyjaźniłam, podkradali mi patelnie i garnki, których potem nie myli, a ja często czułam, że wprowadzam nienaturalną atmosferę. Poznałam za to świetnych hindusów, turczynki i arabki.  Nie powiem Wam, że to było najlepsze doświadczenie mojego życia i gdybym mogła to zapłaciłabym 3 razy tyle, bo tak nie jest, ale uważam że ani te pieniądze, ani ten czas w zupełności się nie zmarnowały. I mimo, że nie jestem dumna z tego, jak na własne życzenie utrudniłam sobie sprawę IELTS, to cieszę się że zdecydowałam się na takie rozwiązanie.

Podsumowując…

Na koniec kilka rad, których nauczyłam się na własnym doświadczeniu:

  • Jeśli jedziecie do akademika – przywieźcie sobie koc lub kołdrę – możecie dostać pokój na 1 piętrze, a wtedy spanie pod zasłonami będzie problematyczne. 😉
  • Woda w kranie jest pitna i nie ma potrzeby taszczyć z miasta 5 litrowego baniaka z wodą (tak, to też moje doświadczenie)
  • Nie zostawiajcie rzeczy na ostatnią chwilę. Nie lekceważcie niczego, ja zdałam ustną maturę z angielskiego na 100% a pisemną rozszerzoną na bodajże 93%, a mimo tego, poległam na IELTS. Do wszystkiego trzeba się odpowiednio przygotować!
  • Ale jeśli juz przytrafiła Wam się taka sytuacja i tak jak mi, serce Wam się łamie na myśl o przepracowanych wakacjach i sumie pieniędzy którą teraz musicie wydać, to mogę Wam tylko powiedzieć to, co mi wtedy powiedziała babcia; „Pieniądze to tylko pieniądze. Nie pozwólcie żeby kiedykolwiek zablokowały Wam dostęp do czegoś, o czym na prawdę marzycie. A już na pewno nie do nauki.”

Inne przydatne artykuły

Odkryj uniwersytety w Wielkiej Brytanii

Uniwersytety w Anglii

Uniwersytety w Londynie