Jak mimo przeciwności losu nie odpuścić i zacząć studia w Anglii? – historia Eweliny

Ewelina

Ewelina

University of Leicester
English Literature and Spanish Language BA

W czerwcu 2016 roku postanawiam jechać razem z koleżanką do Nottingham, żeby popracować przez wakacje. W końcu poleciałyśmy. Od razu zakochałam się w Anglii, wszystko było takie inne i na swój sposób urocze, poznałam całkowicie inną kulturę, jednym słowem – wszystko mi się podobało. Tutaj również poznałam swoją wakacyjną miłość co jeszcze spotęgowało mój ostateczny osąd i napędziło jedno wielkie marzenie – JA CHCĘ TU WRÓCIĆ! 

Zderzenie z rzeczywistością

Powrót do domu był bardzo ciężki – przepłakałam prawie cały lot, bo nie chciałam wracać choć musiałam. Przez kilka miesięcy nie mogłam dojść do siebie, nie myślałam o niczym innym niż o powrocie. Jednak po jakimś czasie pomysł ulotnił się, a ja skupiłam się na przygotowaniach do matury. Już będąc w Nottingham miałam plan, aby zacząć studia w UK, ale wujek szybko zgasił mój pomysł: “Kredyt studencki jest nie do spłacenia, za to można kupić mieszkanie w Polsce.. poza tym, chcesz być obciążona kredytem w tak młodym wieku?’’. Pomyślałam sobie, że wujek ma racje… Nie zrobiłam nic w tym kierunku, żeby zainteresować się tematem. I tak moje marzenie umarło, aż do stycznia…

Zbieg okoliczności i niesamowity wyścig z czasem

Pewnego dnia podeszła do mnie koleżanka z klasy, która aplikowała na studia w UK również ze Smart Prospects. To ona namówiła mnie na wspólny wyjazd i studia. Szybko okazało się, że mamy podobne cele i marzenia, tyle, że ona realizowała je od kilku miesięcy, a ja natomiast byłam zielona i miałam jakieś 2 tygodnie na napisanie Personal Statement i zorganizowanie referencji.

Julka bardzo dużo mi pomogła i to zresztą dzięki niej dołączyłam do SP gdzie uzyskałam wiele niezbędnych informacji oraz motywacji do działania, a strach przed studiowaniem w innym kraju został uśpiony. Mimo to styczeń był dla mnie bardzo intensywnym miesiącem, nie tylko dużo pracy poświęcałam na naukę i ogarnięcie formalności, ale też walczyłam z niepewnością rodziców. Zwyczajnie bali się mojej szalonej decyzji studiowania w Anglii, ale i przede wszystkim o mnie.

Wyścig wygrałam!

Organizacja, determinacja oraz wsparcie Julki i Smart Prospects pomogło przetrwać mi ten najtrudniejszy moment aplikacji, wszystko się udało, ze wszystkim zdążyłam i dalej realizowałam mój plan – czyli uczyłam się do matury i udzielałam korepetycji (szybko zdałam sobie sprawę, że potrzebuję zastrzyku gotówki, a nie miałam żadnych oszczędności).  Moja ‘’zieloność’’ zaczęła nabierać koloru i po jakimś czasie odliczałyśmy z Julką miesiące do wyjazdu. Chciałyśmy wyjechać jak najszybciej, zaraz po maturze.

Przyszedł czas na komplikacje…

Razem z Julką miałyśmy marzenie by studiować na tym samym uniwersytecie (Newcastle University), ale rozważałyśmy też Leicester. Ostatecznie wygrało Newcastle. Miałyśmy wyjechać po maturze, jeszcze w maju… Jednak pojawiły się obawy i ostatecznie porzuciłyśmy już nasze kupione bilety. W końcu i tak Julka dostała się na wymarzony uniwerek, jednak ja zdecydowałam się na mój insurance (University of Leicester). Z wielu względów nie chciałam być w tym mieście, ale stało się.

Kiedy trzeba było powiedzieć sobie “żegnaj”…

Julka poleciała do Newcastle, ja zostałam jeszcze w Polsce. Przez wiele dni analizowałam mój wyjazd, w końcu powiedziałam sobie dość. Nie chciałam odwlekać ani chwili dłużej. Wiedziałam, że moja strefa komfortu blokuje mnie przed wylotem. Wiedziałam, że wyjazd we wrześniu nie ułatwi mi niczego i będzie z tego więcej kłopotu niż pożytku.

Samotność…

Poleciałam do Leicester 2 sierpnia. Bardzo się bałam, bo organizacja mieszkania z kimkolwiek mi zwyczajnie nie wyszła. Nie znałam nikogo, nikogo też w Leicester nie miałam. Jedynie gdzieś w pobliskich wioskach miałam kilku kolegów, których poznałam rok wcześniej kiedy byłam w Anglii. Żadnego nie poprosiłam o pomoc, wiedziałam, że muszę zrobić to sama. Na początku bałam się, bo nie miałam zapewnionego mieszkania. Ta niepewność co ze mną będzie, czy będę miała w ogóle gdzie spać po prostu mnie przerastała. Na lotnisku nie mogłam pohamować napływających łez, a strach wzrastał z każdą minutą coraz bardziej… Ja, sama na lotnisku, z jedną walizką i plecakiem, skazana tylko na siebie. “Co ja najlepszego narobiłam?’’. Nie wiedziałam czy jestem cholernie głupia czy cholernie odważna. Miałam ze sobą tylko ekwipunek i parę adresów zapisanych w notesie. Nic więcej oprócz lotu nie było pewne.

Kiedy spontan ratuje życie

Na lotnisku w East Midlands byłam koło 10. Nie wiedziałam w którą stronę mam iść na autobus, żeby się dostać do Leicester! Jednak po krótkim czasie znalazłam odpowiedni i wsiadłam. Po drodze obserwowałam okolice, drogę. Sentyment sprzed roku wrócił i przypomniałam sobie, dlaczego tak o tym marzyłam, żeby tu być. Na miejscu nie wiedziałam nawet w którą stronę idzie się do rynku, co było bardzo zabawne, bo łaziłam z tą moją wielką walizką w około Leicester, a na domiar złego Internet nie chciał mi działać. Miałam jednak spory zapas czasu – jedno mieszkanie miałam obejrzeć koło 15, drugie o 17, trzecie – o 19. Przesiedziałam długie godziny na dworcu i w kawiarni. Po prostu czekałam i w końcu wyruszyłam na łowy…

To miejsce było mi pisane!

Mieszkanie znalazłam jeszcze tego samego dnia, miałam więc gdzie spać i gdzie się umyć. Tak jak pisałam, oglądałam 3 mieszkania, przy czym 2 były na tej samej ulicy, a 3 kompletnie odrzuciłam (po obejrzeniu go po prostu uciekłam). Po tygodniu zmieniłam mieszkanie. Kiedy się przeprowadziłam, poczułam się jak u siebie w domu, okolica jest bezpieczna, mam blisko park, przystanek autobusowy, stację, sklepy. Do uniwersytetu mam blisko (20 min pieszo), do centrum 40 minut. Nie mogłam sobie wymarzyć lepszego miejsca. Znalazłam ideał, a moja francuska współlokatorka jest cudowna.

O mieście, ludziach i pracy

Miasto samo w sobie średnio mi się podoba, niektóre miejsca są bardzo ładne i urokliwe, a niektóre zaniedbane i zniszczone. Szczerze mówiąc jest wiele innych miast w Anglii, które bardziej cieszą oczy człowieka. Mimo to Leicester tętni życiem, jest tutaj organizowanych wiele festiwali, ludzie są bardzo otwarci i mili. Dość szybko można znaleźć pracę w centrum. Ja trochę bałam się kontaktu z klientem, jednak praca jako kelnerka naprawdę jest fajna!

Ogromny uniwersytet i masa ludzi

Tak można ogólnie określić to miejsce. To tutaj poznałam niesamowicie miłych i pomocnych ludzi. Poza tym, profesorowie dbają o pierwszaków. Nie miałam problemu ani ze zmianą kierunku jeszcze przed rozpoczęciem, ani ze zmianą grupy już w trakcie. Wszystko przebiegło szybko i tak jak chciałam. Moje pierwsze obserwacje są bardzo pozytywne – podoba mi się przyjazne nastawienie oraz atmosfera jaka na uniwerku panuje. Wszystko to sprawia, że bardzo łatwo można się zaaklimatyzować. Nauki jest bardzo dużo i trzeba poświęcić wiele godzin na indywidualną pracę w domu.

Podsumowując…

Na koniec chciałam powiedzieć, że limity nie istnieją, dlatego nie pozwólcie, by rodzice albo przyjaciele was ograniczali. Jeżeli studia w Anglii są waszym marzeniem – do roboty! Dzięki ciężkiej pracy osiągniecie co tylko chcecie, a potem będziecie z siebie bardzo dumni. Nie bójcie się ryzyka i samotnej wyprawy w nieznane – ja jestem tego najlepszym przykładem (żyję, mam się dobrze!). Nie pozwólcie, aby wasz wewnętrzny strach w ostatniej chwili zrujnował wasze marzenia. Zaryzykujcie! Jeżeli nie sprawdzicie jak tu jest, nigdy się nie dowiecie. Może się okazać, że to ryzyko i szaleństwo jakie w sobie macie, uratuje waszą szansę na lepsze jutro.

Inne przydatne artykuły

Odkryj uniwersytety w Wielkiej Brytanii

Uniwersytety w Anglii

Uniwersytety w Londynie